strona główna

e-mail:
malgorzata@trzcinska-dabrowska.pl

Wspomnienie o Annie Jantar i piosenkach Jerzego Dąbrowskiego

Okładka bookletu EMI Music "Anna Jantar. Wielka dama"

Wszystkie Anie, drogie panie,
mają w sobie bujną krew.
Ludzie biegli mówią: feblik.
Co to znaczy sprawdź pod „ef”.
Wszystkie Anie, drogie panie,
maja ową słodką moc.
Patrzą sobie, a panowie
nucą w dzień i w noc:

Aniu, Aniu!
Każdy kwiaty daje mi.
Aniu, Aniu!
Biorę je i myk za drzwi.
Aniu, Aniu!
A mnie co tam, a mnie co!
Aniu, Aniu!
Czego oni chcą?!

Anna i chłopcy… to miała być tytułowa piosenka telewizyjnego widowiska, którego scenariusz , z myślą o niewykorzystanych dotąd wielkich możliwościach wokalnych i scenicznych Ani, pisał w styczniu 1980 roku mój mąż Jurek Dąbrowski. Pomysł zrodził się podczas wakacji spędzanych w lipcu poprzedniego roku w Ustce, w domu ZAiKS-u, gdzie z trzyipółletnią córeczką bawili także państwo Kukulscy. A lato było jak marzenie. Złota plaża, ciepłe morze, wspólne posiłki, spacery na Orzechowską Wydmę. Gwiezdne noce aż prowokowały do niekończących się rozmów. Wtedy właśnie Ania, która od pewnego czasu przeżywała zawodowe rozterki, zwierzyła się Jurkowi, że nie mieści się już w dotychczasowym repertuarze, i że chciałaby odmienić swoje estradowe emploi. Tak zaczęła się wykluwać idea programu telewizyjnego z Anią w roli głównej, w różnych wcieleniach i w różnych gatunkach muzycznych. Miały być ballady jazzowe, blues, swing, piosenki kabaretowe i utwory w stylu retro. Oraz tytułowi chłopcy: Kojak, Mr Gatsby, inspektor Ness. Mieli Anię uwodzić, czarować, adorować, emablować. Realizacji telewizyjnej podjął się Andrzej Kudelski, dziennikarz i tekściarz, który pisał także i dla Ani. Jego cykliczny program „Przeboje świata” cieszył się podówczas wielkim powodzeniem.
Los jednak sprawił, że piękne plany prysły jak mydlana bańka. 12 lutego 1980 roku zmarł nagle, na atak serca, Andrzej Kudelski, a w miesiąc później – w katastrofie lotniczej zginęła Ania.

Z Anią znaliśmy się krótko. Zaledwie dwa lata. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w styczniu 1978 roku, na imieninach Maćka Śniegockiego, pianisty jazzowego i kompozytora. Maciek był wtedy drugim dyrygentem w radiowej orkiestrze Andrzeja Trzaskowskiego. Jurek, po dwudziestu kilku latach pracy w popularnym radiowym magazynie „Muzyka i Aktualności”, miał trochę dość dziennikarstwa i czuł potrzebę płodozmianu. Zabrał się z niemałym sukcesem za pisanie piosenek. Wtedy właśnie powstało wiele pięknych tekstów do muzyki Wandy Żukowskiej, Edwarda Dyląga, Ryśka Poznakowskiego, Jurka Geislera, Mariana Komara i gospodarza pamiętnego wieczoru, Maćka Śniegockiego.

Jako ostatni goście imieninowego przyjęcia – mocno zresztą spóźnieni – przyszli Ania z Jarkiem. Ania, jak zwykle w nienagannym makijażu, z  czarującym, nieśmiałym uśmiechem, mimo iż była już wtedy niekwestionowaną gwiazdą polskiej estrady.

Czasem Anie, moje panie,
gorzko płaczą. To nie żart.
Weźmie Anię jakiś gałgan,
który grosza nie jest wart.
Nie szanuje, ani, ani.
Nie pomaga. Nie chce dbać.
Ciągle karci, ciągle gani.
Pragnie tylko brać.

Anno, Anno!
Nie dla ciebie taki pan.
Anno, Anno!
Z takim panem tylko kram.
Anno, Anno!
Może zrobisz raz na złość.
Anno, Anno!
Krzyknij wreszcie – dość!

Marzą o tym wszystkie Anie,
aby szczęście znaleźć swe.
Czułe słowa, przywiązanie
tak na dobre i na złe.
Pocałunek na śniadanie,
na kolację też ze dwa.
Może ktoś pokocha Anię
i nadzieję da.

Aniu, Aniu!
I już serce we mnie drży.
Aniu, Aniu!
Nikt nie mówił, tak jak ty.
Aniu, Aniu!
To się zdarza tylko w snach.
Aniu, Aniu!
Czy cie kocham? Jeszcze jak!
Aniu, Aniu!
Jaki miły głosu ton.
Aniu, Aniu!
To na pewno będzie on!
Aniu, Aniu!
Który z panów powie mi.
Aniu, Aniu!
Aniu, Aniu!
Już otwieram drzwi!

Niedługo po tym imieninowym spotkaniu rodzina Kukulskich w pełnym składzie pojawiła się na naszym strychu. Z bardzo konkretnym zamówieniem. Ania miała nagrywać piosenkę do telewizyjnego programu „Z biegiem Wisły”. Muzyka była, ale jeszcze goła. Bez tekstu. „Więc, czy pan, panie Jurku, mógłby nam pomóc?”

Jarek Kukulski zasiadł do starego, odziedziczonego po moich rodzicach pianina. Zagrał raz i drugi. Jurek zapisał „rybę”, czyli schemat sylab canta i refrenu, po czym zamknął się w kuchni. My w tym czasie konwersowaliśmy przy herbacie i wiśniowej konfiturze, w której Jarek zakochał się od pierwszego posmakowania. Natalka, po zmianie pieluszki, a było już późno – smacznie sobie zasnęła. Minął jakiś czas i pojawił się Jurek z rękopisem. Ania, po cichutku, by nie obudzić Natalki, odśpiewała świeżutki jeszcze tekst. Wszystko się zgadzało, więc Jurek przejął obowiązki bawienia gości, a ja wyciągnęłam niezawodnego Underwooda, model z roku 1907, by przepisać tekst w stosownej ilości egzemplarzy. A potrzeba ich było aż siedem: dla autora, kompozytora, wykonawcy, aranżera, realizatora dźwięku, dla cenzury oraz ZAiKS-u. Ksero było wtedy jeszcze rzadkością, a o komputerach i drukarkach nikomu się nawet nie śniło!

Piosenka otrzymała tytuł „Natrętny refren”. Ale, co się z nią dalej działo, nie wiem. Nie ma po niej żadnego śladu ani w fonotece Polskiego Radia ani w rejestrze ZAiKS-u. Jedynym dowodem na to, że zaistniała, jest kartka pożółkłego papieru, którą wyszperałam w Jurkowym archiwum.

Natrętny refren

słowa: Jerzy Dąbrowski
muzyka: Jarosław Kukulski

Cały dzień mam w głowie refren ten.
Nucę go w kąpieli i przez sen.
Chociaż słów mi brak,
to śpiewam tak jak ptak.
Mała rzecz, a bardzo cieszy mnie.

Cały dzień powtarzam kilka słów.
Jeden rytm powraca do mnie znów.
Chcę w domu zrobić coś,
a tutaj jak na złość,
cały dzień powtarzam refren ten.

Nie wiem po co, nie wiem skąd
ten uparciuch tu się wziął.
Nie wiem dokąd niesie mnie,
ale wiem na pewno, że
cały dzień mam w głowie refren ten.

Można pędzić aż do gwiazd,
dróżką iść przez las.
Można zjeść kremówki dwie,
można płynąć, ale nie!
Cały dzień powtarzam refren ten…

Piosenka „Słoń to wielka frajda”, pierwsze wspólne nagranie Ani i Jurka, została napisana w Zakopanem… dla mojego bratanka Krzysia, jako polska wersja wielkiego przeboju Giglioli Cinquetti „Zum, zum, zum”.
Byliśmy wtedy na nartach. Jurek, mój brat Jacek wraz ze swoim niespełna czteroletnim synkiem i ja. Grasejujący dziecinnie Krzyś przepadał za wujkiem Jujkiem, bo wujek Jujek pięknie śpiewał i składał mu na poczekaniu zabawne wierszyki. Jacek miał ze sobą gitarę, więc wieczorami gromadziliśmy się na posiady w kuchni gościnnego domu na Wierszykach wraz z jego wspaniałymi gospodarzami Ireną i Stanisławem Marusarzami. Tak, tak. Z tym Stanisławem Marusarzem, legendarnym tatrzańskim kurierem i pięciokrotnym olimpijczykiem. Śpiewaliśmy – co kto pamiętał, pletliśmy najróżniejsze facecje. Jurek improwizował. A mały Krzyś, przytulony do swego ojca, chłonął tę niezwykłą atmosferę i z trudem dawał się zagonić do spania. Wtedy właśnie Jurek napisał Krzysiowi „Słonia”. Nasza domowa wersja była nieco dłuższa od tej, którą nagrała Ania. Miała po prostu więcej zwrotek do śpiewania, skakania, tupania i trąbienia.

Podczas tych niezapomnianych wieczorów powstała jeszcze jedna piosenka, która, podobnie jak „Słoń”, stała się wielkim przebojem. I pierwszą złotą płytą Jurka. Była to zaśpiewana przez Krzysztofa Krawczyka „Kołysanka dla Krzysia”. Potem na konto Jurka trafiło jeszcze jedno złoto za „Puszka Okruszka” i pierwsza w historii polskiej fonografii płyta platynowa za „Bajki Natalki”. Czyli za ponad milion oficjalnie sprzedanych egzemplarzy. Drugie tyle, a może i więcej, sprzedali różnego autoramentu „piraci” z rozkładanych stolików i polowych łóżek. Ale to już zupełnie inna historia.

Zbliżał się Dzień Dziecka 1978 roku. Jurek zaproponował Ani, by na oryginalnej włoskiej wersji, z której wycofa się głos Giglioli Cinquetti, nagrała wersję polską. Ot, taki radiowy żart. Ania pomysł kupiła. Jurek zamówił więc studio i czekał na nią z bukiecikiem, do którego dołączył wizytówkę z odręczną inskrypcją: „Kwiatki, ucałujcie Anię, za nasze pierwsze nagranie”. Ten bilecik, przechowywany pośród pamiątek po mamie, pokazała mi kiedyś córka Ani, Natalka.

„Słoń” został wyemitowany 1 czerwca 1978 roku w macierzystej audycji Jurka, czyli w radiowym magazynie „Muzyka i Aktualności”. A ponieważ piosenka bardzo się spodobała, więc na wiosnę następnego roku przed kolejnym Dniem Dziecka wytwórnia płytowa Tonpress wydała ją w postaci pocztówki dźwiękowej. Dodam tutaj, że ani Jurek, ani Ania nie mieli z tej piosenki żadnych profitów, ponieważ pomysł zrodził się ad hoc, dla zabawy, i nikt nawet nie pomyślał o uzyskaniu zgody włoskiej spółki autorskiej Canfora/Amurri na polską edycję. Wszystkie zatem apanaże popłynęły via ZAiKS do słonecznej Italii. Ale sława i chwała, czyli wielka frajda z tej piosenki była. A to zawsze dla Jurka liczyło się najbardziej.

Słoń to wielka frajda

(tytuł oryginału „Zum, zum, zum”)
muzyka: Bruno Canfora
słowa włoskie: Antonio Amurri
słowa polskie: Jerzy Dąbrowski

Daleko, gdzie rzeka i las,
gdzie mała na mapie kropeczka,
jest nasze wesołe miasteczko,
strzelnice, huśtawki,
kolejki, zabawki,
beczki, lampiony,
a w cyrku – słoń!

Dla dzieciaków taki słoń
to wielka frajda.
I dlatego podskakują,
wykrzykują,
namawiają,
podziwiają
i biegają.
A on
trąbi czasami,
wachluje uszami,
tupie nogami,
śmieje się.
Słoń!

Dla dzieciaków taki słoń
to wielka frajda.
I dlatego wypatrują,
wykrzykują,
nawołują,
podziwiają
i biegają.
A on
trąbi czasami,
wachluje uszami,
tupie nogami,
bawi się z nami.
Słoń!

A jeśli się uda choć raz
odwiedzić wam nasze miasteczko,
powrócą jak w starej bajeczce
strzelnice, huśtawki,
kolejki, zabawki,
beczki, lampiony,
a w cyrku – słoń!

Dla dzieciaków taki słoń
to wielka frajda...

Oprócz „Słonia” Ania nagrała jeszcze cztery piosenki z tekstami Jurka. I każda z tych piosenek ma swoją odrębną historię. Do dzisiaj żyją własnym życiem. Można je znaleźć na portalu YouTube w internecie. Są wykonywane przez piosenkarzy i aktorów. Szczególnie „Prośba przed snem” ze stylową muzyką Wandy Żukowskiej, niezwykle uzdolnionej kompozytorki i aranżerki, która od wielu lat mieszka i tworzy w Stanach. Piosenka ta miała kilka interpretacji w ramach kolejnych edycji wrocławskiego Festiwalu Piosenki Aktorskiej. A w Jurka autorskim kabarecie SUL (Sitwa Uczciwych Ludzi) bardzo wdzięcznie śpiewała ją Halinka Rowicka przy akompaniamencie Janusza Tylmana.

Prośba przed snem

słowa: Jerzy Dąbrowski
muzyka: Wanda Żukowska

Ty jesteś gracz, wytrawny gracz,
przez cały dzień ten poker trwa.
Ty dojścia masz i wyjścia znasz.
Wciągnęła cię ta twoja gra.
Ty jesteś lis, wykrętny lis.
Po ścieżkach słów tak umiesz biec.
Ty wszystko masz, ja nie mam nic,
a chcę mieć jedną rzecz…

Kiedy będzie już ciemno,
to skontaktuj się ze mną
i dotykiem rąk muśnij,
nim uśniesz.
Odbierz smutek tej czerni,
ciemność dłonią obejmij,
by odeszło zwątpienie
i lęk.

Kiedy będzie już ciemno,
wtedy spotkaj się ze mną
i dotykiem daj wiarę, i pomóż.
Odbierz smutek tej czerni,
ramionami obejmij,
bo tak obcy jesteśmy,
aż strach.

Ty jesteś typ, paskudny typ,
od wielu lat się ćwiczysz w tym.
Nie można cię ni zmóc, ni zbić.
Za dużo masz zwierzęcych sił.
Ty jesteś głaz, toporny głaz.
Powinnam cię przegonić precz.
I chciałam tak niejeden raz,
lecz czekam na tę rzecz…

Kiedy będzie już ciemno...

Ty pękniesz, wiem, to musi przyjść.
Przybędzie lat, ubędzie sił.
Zabraknie ci i dojść i wyjść.
I pryśnie mit, żeś wielki był.
Zwyczajny blichtr odsłoni dno,
poczujesz jak tnie losu miecz.
Więc proszę cię, nim przyjdzie to,
byś dbał o jedną rzecz…

Kiedy będzie już ciemno...

Tekst „Prośby przed snem” w takim właśnie kształcie został wyróżniony w kategorii piosenki kabaretowej na Ogólnopolskim otwartym konkursie na skecz, monolog, piosenkę kabaretową, Poznań 1978-1979. W nagraniu, którego dokonała Ania późną jesienią 1979 roku w Katowicach z orkiestrą i w aranżacji Jerzego Miliana, pominięto środkowe canto. Milian nie skorzystał także z instrumentacji autorstwa kompozytorki, która chciała, aby utwór przywoływał nieco klimat piosenek Hanki Ordonówny. Żeby było i słodko, i drapieżnie, i wytwornie. Ale nic z tego nie wyszło. Piosenka została zaaranżowana na sekcję dętą blaszaną, która od pierwszego taktu grzmi jak kopalniana orkiestra. Podkręcono też, nie wiedzieć czemu, tempo. Anka, chcąc nie chcąc, musiała sobie jakoś z tym poradzić. Oczywiście, że zaśpiewała z perfekcyjną jak zwykle intonacją i równie perfekcyjną dykcją. Wyglądała czarująco, ale czegoś tej piosence zabrakło. Pamiętam, że ani ona sama, ani Wanda, ani Jurek nie byli z efektu zadowoleni. Piosenka została wyemitowana w styczniu 1980 roku w programie „Noworoczne rytmy z Jerzym Milianem”. Teledysk można dzisiaj znaleźć na YouTubie. Można też zobaczyć, że Ani rzeczywiście dobrze było w białym, zwłaszcza gdy tańczyła w powiewnej jak mgiełka sukience. …
Z tą piękną suknią wiąże się moje bardzo osobiste wspomnienie... Pewnego dnia, podczas tamtych pamiętnych dla nas usteckich wakacji, rozmowa – jak to między paniami bywa – zeszła na tematy związane z modą, a dokładniej ze strojami estradowymi, których „pozyskiwanie” wtedy, trzydzieści lat temu, stanowiło nie lada problem. W Polsce nie było ani odpowiednich tkanin, nici, sztrasów i tym podobnych zdobin. Nie było też projektantów, stylistów, wizażystów, czyli całego sztabu ludzi, którzy zawodowo zajmują się wizerunkiem artysty. Nie mówiąc już o choreografach. Obowiązujący ruch sceniczny ograniczał się wszak do udeptywania kapusty, czyli kroczków profesora Bardiniego. Tamtego dnia zaczęłyśmy rozmawiać o ciuchach. Ania z uznaniem wyraziła się o moich letnich kreacjach. Powiedziałam, że je projektuję i szyję sama. Wtedy zapytała nieśmiało, czy mogłaby poprosić o przysługę, bo przywiozła z zagranicy włoską suknię, która jest bardzo przeźroczysta i czy nie uszyłabym do niej halki. No więc uszyłam. Z cieniutkiego milanowskiego jedwabiu. Potem, wraz mą przyjaciółką Wandą z hrabiów Butlerów Janową Choynowską (w zaprojektowanych przez nią „miniówach” w biało-niebieskie paseczki biegała w latach sześćdziesiątych połowa polskich dziewczyn) szyłyśmy dla Ani stroje na występy w Stanach. Ale nigdy nie dowiedziałyśmy się, jak się tam sprawdziły.

Czego by nie powiedzieć o przaśności sztuki estradowej tamtych lat, w jednym trzeba oddać jej sprawiedliwość. Obowiązywał wtedy pewien nieprzekraczalny kanon zachowań. Nie do pomyślenia były obsceniczne wybryki, miotanie się półnago na scenie i obrzucanie publiczności wulgarnymi słowami...

Na scenie Ania zachowywała się jak dama. I Natalia – równie elegancka w obejściu, a także, w moim przekonaniu, najlepiej ubrana polska wokalistka – chyba to po niej odziedziczyła.
W tej białej sukni Ania wystąpiła także w teledysku nakręconym do piosenki „Ktoś między nami”. Ale jakże inna była tym razem! Włożyła w to wykonanie całe swoje ówczesne emocje.

Ktoś między nami

Słowa: Jerzy Dąbrowski
Muzyka: Antoni Kopff

Byłeś mym pragnieniem,
stałeś się cierpieniem.
Wszystko jest tak proste,
tak powinno zostać.
Słowa niepotrzebne,
im też smutno pewnie,
słowom naszym biednym.
Lepiej – nie mówmy nic.
Uwierz.

Ktoś,
może ty a może ja,
może tylko dola zła,
chce nam siebie odebrać.
Ktoś
ma dziś dla nas obcy wzrok,
naszą prawdę chce nam wziąć
i wierność
i wierność.
Ten ktoś,
nie wie o nas jeszcze nic,
że nam smutno, że nam wstyd,
choć się nie przyznajemy.
Ktoś,
kogo nie znasz ty i ja,
to co zabrał, może da,
nie wiemy,
nie wiemy.

Teraz mi najtrudniej,
teraz najokrutniej,
teraz żal przypływa,
byłam tak szczęśliwa.
Teraz czas zapomnieć,
teraz siądź koło mnie,
szepnij słowo dobre,
powiedz, że wierzysz w nas,
powiedz.

Ktoś,
może ty a może ja...

Proszę zwrócić uwagę na pierwsze canto. Napisany przez Jurka tekst był przeznaczony dla jednego tylko wykonawcy. W tym przypadku – wykonawczyni. To, by zaśpiewać tę piosenkę w duecie ze Zbigniewem Hołdysem zaproponowała sama Ania.
Słuchając dziś nagranych przez Anię utworów, można się zastanawiać, dlaczego – oprócz prawdziwych perełek, jak choćby piosenka Wandy Żukowskiej z tekstem Bogdana Olewicza „Tylko mnie poproś to tańca” – tak dużo jest rzeczy miałkich, ocierających się wręcz o kicz. Sądzę, że winne temu były rozmaite egoizmy i partykularyzmy branży, która z trudem dopuszczała autorów spoza „ścisłej egzekutywy”. Podobnie było z piosenką „Ktoś między nami”. Pierwszy tekst do świetnej zresztą kompozycji Antoniego Kopffa napisał autor „z klucza”.

Wiedzieliśmy, że Ania nagrywa w radiowym studio w Katowicach. Toteż gdy w środku nocy obudziło nas gwałtowne dzwonienie, mogliśmy spodziewać się wszystkiego, ale nie telefonu właśnie od niej. Zdesperowania Ania poprosiła, żeby Jurek uratował jej sesję nagraniową i napisał do rana nowe słowa, bo zaproponowany tekst jej się nie podoba. Nie zaśpiewa go, i basta.
Jurek nie potrafił Ani odmówić. Zawsze powtarzał, że wielki talent wymaga najkosztowniejszej oprawy. I że pisać dla niej powinno wiele osób, by z różnorodnej oferty mogła sama dobierać repertuar, najodpowiedniejszy do jej temperamentu, upodobań, skali i barwy głosu.

Ania zaśpiewała do słuchawki, Jurek spisał „rybę”. Zapytał, czy ma jakieś własne wyobrażenie o piosence, jakieś artystyczne sugestie. Miała. Jurek siadł więc do pisania i rankiem tekst był gotowy. Zadzwonił do Katowic, najpierw odśpiewał sam, potem w duecie z Anią. Tak powstała jedna z najpiękniejszych i zarazem najbardziej przejmujących piosenek nagranych przez Annę Jantar.
Mniej więcej dwa lata temu zadzwoniła do mnie Natalia, pytając, czy przypadkiem coś mi wiadomo o śpiewanej przez jej mamę piosence, którą odnalazła niedawno w radiowym archiwum. Utwór nosi tytuł „When you said yes”. Ku wielkiemu zaskoczeniu Natalii – ja coś wiedziałam. I to wcale nie przypadkiem.

„Jeżeli powiesz tak” to piękny boston, skomponowany i zaaranżowany przez Edwarda Dyląga. Tekst Jerzego Dąbrowskiego przełożył Bengt Scotland, dziennikarz i długoletni lektor redakcji angielskiej Polskiego Radia.

Jeżeli powiesz tak

słowa: Jerzy Dąbrowski
muzyka: Edward Dyląg

Już tyle dni, że nie pamiętam,
i takie puste moje dłonie,
a twój telefon wciąż zajęty,
a teraz nawet już nie dzwonię,
a teraz nawet już nie dzwonię.
Listonosz idzie znów po schodach,
więc jak odwagę mam zachować,
kiedy tak czekam na twe słowo,
jedno słowo,
jedno słowo.

Jeżeli tak, to wiedz, że trwam, że nie zmieniłam się.
Jeżeli tak, to w domu mam wciąż fotografie twe.
Jeżeli tak, to pychę zdław i wyrzuć z serca gniew.
Jeżeli tak, to prawdzie wierz, tej jednej prawdzie wierz.

Jeżeli tak, to wróć do spraw, które największe są.
Jeżeli tak, to cały świat znów będzie tobą, będzie mną.
Jeżeli powiesz tak, to minie żal i strach.
Jeżeli tak,
jeżeli tylko tak!

A płyta sączy wciąż muzykę,
a ja wciąż szukam nowych lekarstw.
I dokąd uciec mam? do nikąd.
I co mam zrobić? Tylko czekać.
Listonosz przejdzie znów po schodach
i pusta skrzynka zakpi sobie.
Tak mi brakuje twego słowa,
tego słowa,
tego słowa…

Jeżeli tak...

„Jeżeli powiesz tak” nagrała pod koniec listopada ‘78 Danuta Morel, która w tym samym roku efektownie zadebiutowała podczas festiwalu w Opolu, śpiewając tam ekspresyjne tango „Zerwę z nim”, ze znakomitym tekstem Jurka i z muzyką Witka Gernanda. Jednak nastrojowy boston w interpretacji Morelówny okazał się niewypałem. Utwór ten nie należy bowiem do najłatwiejszych. Wymaga dużej skali głosu, ma trudne do śpiewania interwały, z czym Danka sobie nie radziła, a mówiąc po prostu – fałszowała. Ścieżka dźwiękowa z jej vocalem powędrowała do kosza, ale pozostał tak zwany podkład. Na pełny big band i... harfę, którą specjalnie na tę okazję wypożyczono z warszawskiej Filharmonii. Szkoda było tego nagrania, bo piosenka ładna, a i koszt tak bogatej instrumentacji niemały. Skład orkiestry liczył przecież, bagatela, kilkadziesiąt osób.

Jesienią roku 1979 Jurek zaproponował Ani, by przed wyjazdem do Stanów nagrała anglojęzyczną wersję „Jeżeli powiesz tak”. Bo taka piosenka do tańca – klasyczny przecież walc angielski! – może się w Ameryce przydać. Pomysł przypadł Ani do gustu. Tonacja, w której utwór został zinstrumentowany, na szczęście pasowała, więc weszła do studia i za pierwszym podejściem vocal był gotowy. Dla Ani nie istniały bowiem żadne problemy techniczne. Dysponowała – podobnie zresztą jak Jurek – naturalnie ustawionym głosem o dużej skali i pięknej, ciepłej barwie. Mogła praktycznie śpiewać wszystko. Nawet repertuar klasyczny. I miała brzmiące piano, co w wokalistyce uchodzi za prawdziwy majstersztyk.

Ania zaśpiewała „When you said yes” – przepięknie! A polską wersję odłożyła na po powrocie do kraju. I taka jest historia owego tajemniczego nagrania, które po trzydziestu bez mała latach Natalia odnalazła w radiowej fonotece.

Kiedy zbierałam materiały do tego wspomnienia, w Jurka archiwum natknęłam się na dwa nigdy nie publikowane teksty „Głód uczuć” i „Graj”. Odręczne adnotacje męża na maszynopisach świadczą o tym, że były one przeznaczone dla Ani. Do pierwszego muzykę mieli skomponować pianista Benon Matracki oraz Grzegorz Brudko, świetny bandżysta, założyciel dixielandowej grupy Asocjacja Hagaw, w której frontmanem był Andrzej Rosiewicz.

Głód uczuć

Za długo spokój trwał,
wiedziałam to.
Znów trzeba żegnać się,
gnać pod wiatr,
zatrzeć ślad.
Sądziłam, że mnie znasz,
a to był błąd.
Więc pora, pora iść,
który raz iść pod prąd.

To głód uczuć, głód uczuć,
proszę, zechciej zrozumieć.
Sprawy proste są ostre,
żyć inaczej nie umiem.
To głód uczuć, głód uczuć
przeszył senną godzinę.
Znowu pójdę się uczyć,
wybacz głupiej dziewczynie.

To głód uczuć, głód uczuć,
proszę, zechciej pamiętać.
Sprawy proste są ostre
i bolesne najczęściej.
To głód uczuć, głód uczuć
przeszył senną godzinę.
Znowu pójdę się uczyć,
wybacz głupiej dziewczynie.

Już nie ma czego kryć,
nie trzeba słów.
Bo odejść to nie wstyd,
większy wstyd
zostać tu.
Powiedzie się czy nie,
pokaże czas.
A teraz muszę iść,
który raz iść pod wiatr.

To głód uczuć… .

 

Do archiwalnego maszynopisu jest dołączona kartka z rękopiśmienną wersją drugiego refrenu:

To głód uczuć, głód uczuć,
proszę, zechciej to pojąć.
Sprawy proste są ostre,
mam być obca, choć twoja?
To głód uczuć, głód uczuć
przeszył senną godzinę.
Choćbym chciała - nie wrócę!
Wybacz głupiej dziewczynie.

Od księdza profesora Andrzeja Witko, autora książki „Anna Jantar”, dowiedziałam się niedawno, że wśród papierów, które Ania pozostawiła po sobie, znajdował się także maszynopis „Głodu uczuć”.

Drugi ze wspomnianych wyżej tekstów, zatytułowany „Graj”, powędrował do Maćka Śniegockiego. Ale co on z nim zrobił, nie wiem. Maciek wkrótce po śmierci Ani wyemigrował do Kanady i kontakt się z nim urwał.

Graj

Nie wymagam od ciebie
gwiazdy srebrnej na niebie.
Nie nalegam, byś przyniósł
naszyjniki z bursztynu.
Nie chcę złota, diamentów,
tylko pamiętaj…

Graj!
O to jedno proszę, graj!
Cząstkę serca swego daj,
nie pytając, co nam da
nasza wspólna, piękna gra.
Graj!
O tęsknocie dla mnie graj.
O pieszczocie słodko graj.
Niech poczuję, że ta gra
jest miłością, która trwa.

Nie kazałam ci nosić
pukli moich warkoczy.
Nie żądałam ni razu
wypełniania rozkazów.
Nie chcę skarbów zaklętych,
tylko pamiętaj…

Graj!
O to jedno proszę, graj!...

Nie potrzebne mi słowa,
mnie nie musisz czarować.
Nie zachwyca mnie przepych,
który innych oślepia.
Nie chcę bogactw największych,
tylko pamiętaj…

Graj!
O to jedno proszę, graj!....

Pierwszym nagranym utworem – „Natrętny refren” przecież nie zaistniał – autorskiego tandemu Dąbrowski/Kukulski była piosenka „Pozwolił nam los”. Ania zaśpiewała ją w duecie z Bogusławem Mecem. Wtedy, 14 marca 1980 roku, kiedy na Okęciu rozbił się samolot, którym Ania wracała ze Stanów, piosenka królowała na liście przebojów radiowego Studia Gama.

Pozwolił nam los

Słowa: Jerzy Dąbrowski
Muzyka: Jarosław Kukulski

Tylko ciebie mam,
to miło, że tak jest.
Ktoś nie mógł być już sam,
do swego celu biegł.
Nie rozstaniemy się,
to najpiękniejsza z prawd,
więc uwierz sercu
gdy ci daje znak.

Jeszcze raz
pozwolił los
dwojgu ludziom spotkać się.
Łaskawy los to prawo dał
znaleźć się, zrozumieć się.
Miał sto innych dla nas szans,
lecz dał największą,
ufał nam.
Łaskawy los, szczęśliwy los.
Szczęśliwy los.

Lubię dłonie twe
i uśmiech i twój wzrok.
I co czujesz, wiem
i tak mnie wzrusza to.
Jest tyle ciepła w nas
i dobre chwile są,
a serca nasze
powtarzają wciąż...

Jeszcze raz pozwolił los...

Łaskawy, szczęśliwy los pozwolił Jurkowi spotkać się z Anią. Myślę, że choć ich spotkanie zaowocowało tylko pięcioma piosenkami, to dla obojga było bardzo ważne. Wiem, że Jurek i Ania snuli artystyczne plany na przyszłość. Jurek chciał specjalnie dla niej napisać musical. Marzył o recitalu swoich kabaretowych piosenek w jej wykonaniu. Los zadecydował inaczej...

Odeszła Ania. Odszedł Jurek. Ale ich wspólne piosenki pozostały. I dopóki będą one nas cieszyć i wzruszać, dopóty nie pozwolą nam o Ani i Jurku zapomnieć.

© Małgorzata Trzcińska-Dąbrowska, 2010
Tekst został opublikowany w booklecie „Anna Jantar. Wielka dama”(EMI Music Poland, 2010).
Anna i chłopcy
Wspomnienie o Annie Jantar i piosenkach Jerzego Dąbrowskiego

Wszystkie Anie, drogie panie,
mają w sobie bujną krew.
Ludzie biegli mówią: feblik.
Co to znaczy sprawdź pod „ef”.
Wszystkie Anie, drogie panie,
maja ową słodką moc.
Patrzą sobie, a panowie
nucą w dzień i w noc:

Aniu, Aniu!
Każdy kwiaty daje mi.
Aniu, Aniu!
Biorę je i myk za drzwi.
Aniu, Aniu!
A mnie co tam, a mnie co!
Aniu, Aniu!
Czego oni chcą?!

Anna i chłopcy… to miała być tytułowa piosenka telewizyjnego widowiska, którego scenariusz , z myślą o niewykorzystanych dotąd wielkich możliwościach wokalnych i scenicznych Ani, pisał w styczniu 1980 roku mój mąż Jurek Dąbrowski. Pomysł zrodził się podczas wakacji spędzanych w lipcu poprzedniego roku w Ustce, w domu ZAiKS-u, gdzie z trzyipółletnią córeczką bawili także państwo Kukulscy. A lato było jak marzenie. Złota plaża, ciepłe morze, wspólne posiłki, spacery na Orzechowską Wydmę. Gwiezdne noce aż prowokowały do niekończących się rozmów. Wtedy właśnie Ania, która od pewnego czasu przeżywała zawodowe rozterki, zwierzyła się Jurkowi, że nie mieści się już w dotychczasowym repertuarze, i że chciałaby odmienić swoje estradowe emploi. Tak zaczęła się wykluwać idea programu telewizyjnego z Anią w roli głównej, w różnych wcieleniach i w różnych gatunkach muzycznych. Miały być ballady jazzowe, blues, swing, piosenki kabaretowe i utwory w stylu retro. Oraz tytułowi chłopcy: Kojak, Mr Gatsby, inspektor Ness. Mieli Anię uwodzić, czarować, adorować, emablować. Realizacji telewizyjnej podjął się Andrzej Kudelski, dziennikarz i tekściarz, który pisał także i dla Ani. Jego cykliczny program „Przeboje świata” cieszył się podówczas wielkim powodzeniem.
Los jednak sprawił, że piękne plany prysły jak mydlana bańka. 12 lutego 1980 roku zmarł nagle, na atak serca, Andrzej Kudelski, a w miesiąc później – w katastrofie lotniczej zginęła Ania.
Z Anią znaliśmy się krótko. Zaledwie dwa lata. po raz pierwszy spotkaliśmy się w styczniu 1978 roku, na imieninach Maćka Śniegockiego, pianisty jazzowego i kompozytora. Maciek był wtedy drugim dyrygentem w radiowej orkiestrze Andrzeja Trzaskowskiego. Jurek, po dwudziestu kilku latach pracy w popularnym radiowym magazynie „Muzyka i Aktualności”, miał trochę dość dziennikarstwa i czuł potrzebę płodozmianu. Zabrał się z niemałym sukcesem za pisanie piosenek. Wtedy właśnie powstało wiele pięknych tekstów do muzyki Wandy Żukowskiej, Edwarda Dyląga, Ryśka Poznakowskiego, Jurka Geislera, Mariana Komara i gospodarza pamiętnego wieczoru, Maćka Śniegockiego.
Jako ostatni goście imieninowego przyjęcia – mocno zresztą spóźnieni – przyszli Ania z Jarkiem. Ania, jak zwykle w nienagannym makijażu, z czarującym, nieśmiałym uśmiechem, mimo iż była już wtedy niekwestionowaną gwiazdą polskiej estrady.

Czasem Anie, moje panie,
gorzko płaczą. to nie żart.
Weźmie Anię jakiś gałgan,
który grosza nie jest wart.
Nie szanuje, ani, ani.
Nie pomaga. Nie chce dbać.
Ciągle karci, ciągle gani.
Pragnie tylko brać.

Anno, Anno!
Nie dla ciebie taki pan.
Anno, Anno!
Z takim panem tylko kram.
Anno, Anno!
Może zrobisz raz na złość.
Anno, Anno!
Krzyknij wreszcie – dość!

Marzą o tym wszystkie Anie,
aby szczęście znaleźć swe.
Czułe słowa, przywiązanie
tak na dobre i na złe.
Pocałunek na śniadanie,
na kolację też ze dwa.
Może ktoś pokocha Anię
i nadzieję da.

Aniu, Aniu!
I już serce we mnie drży.
Aniu, Aniu!
Nikt nie mówił, tak jak ty.
Aniu, Aniu!
To się zdarza tylko w snach.
Aniu, Aniu!
Czy cie kocham? Jeszcze jak!
Aniu, Aniu!
Jaki miły głosu ton.
Aniu, Aniu!
To na pewno będzie on!
Aniu, Aniu!
Który z panów powie mi.
Aniu, Aniu!
Aniu, Aniu!
Już otwieram drzwi!

Niedługo po tym imieninowym spotkaniu rodzina Kukulskich w pełnym składzie pojawiła się na naszym strychu. z bardzo konkretnym zamówieniem. Ania miała nagrywać piosenkę do telewizyjnego programu „Z biegiem Wisły”. Muzyka była, ale jeszcze goła. Bez tekstu. „Więc, czy pan, panie Jurku, mógłby nam pomóc?”
Jarek Kukulski zasiadł do starego, odziedziczonego po moich rodzicach pianina. Zagrał raz i drugi. Jurek zapisał „rybę”, czyli schemat sylab canta i refrenu, po czym zamknął się w kuchni. My w tym czasie konwersowaliśmy przy herbacie i wiśniowej konfiturze, w której Jarek zakochał się od pierwszego posmakowania. Natalka, po zmianie pieluszki, a było już późno – smacznie sobie zasnęła. Minął jakiś czas i pojawił się Jurek z rękopisem. Ania, po cichutku, by nie obudzić Natalki, odśpiewała świeżutki jeszcze tekst. Wszystko się zgadzało, więc Jurek przejął obowiązki bawienia gości, a ja wyciągnęłam niezawodnego Underwooda, model z roku 1907, by przepisać tekst w stosownej ilości egzemplarzy. A potrzeba ich było aż siedem: dla autora, kompozytora, wykonawcy, aranżera, realizatora dźwięku, dla cenzury oraz ZAiKS-u. Ksero było wtedy jeszcze rzadkością, a o komputerach i drukarkach nikomu się nawet nie śniło!
Piosenka otrzymała tytuł „Natrętny refren”. Ale, co się z nią dalej działo, nie wiem. Nie ma po niej żadnego śladu ani w fonotece Polskiego Radia ani w rejestrze ZAiKS-u. Jedynym dowodem na to, że zaistniała, jest kartka pożółkłego papieru, którą wyszperałam w Jurkowym archiwum.

Natrętny refren
słowa: Jerzy Dąbrowski
muzyka: Jarosław Kukulski

Cały dzień mam w głowie refren ten.
Nucę go w kąpieli i przez sen.
Chociaż słów mi brak,
to śpiewam tak jak ptak.
Mała rzecz, a bardzo cieszy mnie.

Cały dzień powtarzam kilka słów.
Jeden rytm powraca do mnie znów.
Chcę w domu zrobić coś,
a tutaj jak na złość,
cały dzień powtarzam refren ten.

Nie wiem po co, nie wiem skąd
ten uparciuch tu się wziął.
Nie wiem dokąd niesie mnie,
ale wiem na pewno, że 
cały dzień mam w głowie refren ten.

Można pędzić aż do gwiazd,
dróżką iść przez las.
Można zjeść kremówki dwie,
można płynąć, ale nie!
Cały dzień powtarzam refren ten…

Piosenka „Słoń to wielka frajda”, pierwsze wspólne nagranie Ani i Jurka, została napisana w Zakopanem… dla mojego bratanka Krzysia, jako polska wersja wielkiego przeboju Giglioli Cinquetti „Zum, zum, zum”.
Byliśmy wtedy na nartach. Jurek, mój brat Jacek wraz ze swoim niespełna czteroletnim synkiem i ja. Grasejujący dziecinnie Krzyś przepadał za wujkiem Jujkiem, bo wujek Jujek pięknie śpiewał i składał mu na poczekaniu zabawne wierszyki. Jacek miał ze sobą gitarę, więc wieczorami gromadziliśmy się na posiady w kuchni gościnnego domu na Wierszykach wraz z jego wspaniałymi gospodarzami Ireną i Stanisławem Marusarzami. Tak, tak. z tym Stanisławem Marusarzem, legendarnym tatrzańskim kurierem i pięciokrotnym olimpijczykiem. Śpiewaliśmy – co kto pamiętał, pletliśmy najróżniejsze facecje. Jurek improwizował. A mały Krzyś, przytulony do swego ojca, chłonął tę niezwykłą atmosferę i z trudem dawał się zagonić do spania. Wtedy właśnie Jurek napisał Krzysiowi „Słonia”. Nasza domowa wersja była nieco dłuższa od tej, którą nagrała Ania. Miała po prostu więcej zwrotek do śpiewania, skakania, tupania i trąbienia.
Podczas tych niezapomnianych wieczorów powstała jeszcze jedna piosenka, która, podobnie jak „Słoń”, stała się wielkim przebojem. I pierwszą złotą płytą Jurka. Była to zaśpiewana przez Krzysztofa Krawczyka „Kołysanka dla Krzysia”. Potem na konto Jurka trafiło jeszcze jedno złoto za „Puszka Okruszka” i pierwsza w historii polskiej fonografii płyta platynowa za „Bajki Natalki”. Czyli za ponad milion oficjalnie sprzedanych egzemplarzy. Drugie tyle, a może i więcej, sprzedali różnego autoramentu „piraci” z rozkładanych stolików i polowych łóżek. Ale to już zupełnie inna historia.
Zbliżał się Dzień Dziecka 1978 roku. Jurek zaproponował Ani, by na oryginalnej włoskiej wersji, z której wycofa się głos Giglioli Cinquetti, nagrała wersję polską. Ot, taki radiowy żart. Ania pomysł kupiła. Jurek zamówił więc studio i czekał na nią z bukiecikiem, do którego dołączył wizytówkę z odręczną inskrypcją: „Kwiatki, ucałujcie Anię, za nasze pierwsze nagranie”. Ten bilecik, przechowywany pośród pamiątek po mamie, pokazała mi kiedyś córka Ani, Natalka.
„Słoń” został wyemitowany 1 czerwca 1978 roku w macierzystej audycji Jurka, czyli w radiowym magazynie „Muzyka i Aktualności”. A ponieważ piosenka bardzo się spodobała, więc na wiosnę następnego roku przed kolejnym Dniem Dziecka wytwórnia płytowa Tonpress wydała ją w postaci pocztówki dźwiękowej. Dodam tutaj, że ani Jurek, ani Ania nie mieli z tej piosenki żadnych profitów, ponieważ pomysł zrodził się ad hoc, dla zabawy, i nikt nawet nie pomyślał o uzyskaniu zgody włoskiej spółki autorskiej Canfora/Amurri na polską edycję. Wszystkie zatem apanaże popłynęły via ZAiKS do słonecznej Italii. Ale sława i chwała, czyli wielka frajda z tej piosenki była. A to zawsze dla Jurka liczyło się najbardziej.

Słoń to wielka frajda
(tytuł oryginału „Zum, zum, zum”)
muzyka: Bruno Canfora
słowa włoskie: Antonio Amurri
słowa polskie: Jerzy Dąbrowski

Daleko, gdzie rzeka i las,
gdzie mała na mapie kropeczka,
jest nasze wesołe miasteczko,
strzelnice, huśtawki,
kolejki, zabawki,
beczki, lampiony,
a w cyrku – słoń!

Dla dzieciaków taki słoń
to wielka frajda.
I dlatego podskakują,
wykrzykują,
namawiają,
podziwiają
i biegają.
A on
trąbi czasami,
wachluje uszami,
tupie nogami,
śmieje się.
Słoń!

Dla dzieciaków taki słoń
to wielka frajda.
I dlatego wypatrują,
wykrzykują,
nawołują,
podziwiają
i biegają.
A on
trąbi czasami,
wachluje uszami,
tupie nogami,
bawi się z nami.
Słoń!

A jeśli się uda choć raz
odwiedzić wam nasze miasteczko,
powrócą jak w starej bajeczce
strzelnice, huśtawki,
kolejki, zabawki,
beczki, lampiony,
a w cyrku – słoń!

Dla dzieciaków taki słoń
to wielka frajda...

Oprócz „Słonia” Ania nagrała jeszcze cztery piosenki z tekstami Jurka. I każda z tych piosenek ma swoją odrębną historię. do dzisiaj żyją własnym życiem. Można je znaleźć na portalu YouTube w internecie. Są wykonywane przez piosenkarzy i aktorów. Szczególnie „Prośba przed snem” ze stylową muzyką Wandy Żukowskiej, niezwykle uzdolnionej kompozytorki i aranżerki, która od wielu lat mieszka i tworzy w Stanach. Piosenka ta miała kilka interpretacji w ramach kolejnych edycji wrocławskiego Festiwalu Piosenki Aktorskiej. A w Jurka autorskim kabarecie SUL (Sitwa Uczciwych Ludzi) bardzo wdzięcznie śpiewała ją Halinka Rowicka przy akompaniamencie Janusza Tylmana.

Prośba przed snem
słowa: Jerzy Dąbrowski
muzyka: Wanda Żukowska

Ty jesteś gracz, wytrawny gracz,
przez cały dzień ten poker trwa.
Ty dojścia masz i wyjścia znasz.
Wciągnęła cię ta twoja gra.
Ty jesteś lis, wykrętny lis.
Po ścieżkach słów tak umiesz biec.
Ty wszystko masz, ja nie mam nic,
a chcę mieć jedną rzecz…

Kiedy będzie już ciemno,
to skontaktuj się ze mną
i dotykiem rąk muśnij,
nim uśniesz.
Odbierz smutek tej czerni,
ciemność dłonią obejmij,
by odeszło zwątpienie
i lęk.

Kiedy będzie już ciemno,
wtedy spotkaj się ze mną
i dotykiem daj wiarę, i pomóż.
Odbierz smutek tej czerni,
ramionami obejmij,
bo tak obcy jesteśmy,
aż strach.

Ty jesteś typ, paskudny typ,
od wielu lat się ćwiczysz w tym.
Nie można cię ni zmóc, ni zbić.
Za dużo masz zwierzęcych sił.
Ty jesteś głaz, toporny głaz.
Powinnam cię przegonić precz.
I chciałam tak niejeden raz,
lecz czekam na tę rzecz…

Kiedy będzie już ciemno...

Ty pękniesz, wiem, to musi przyjść.
Przybędzie lat, ubędzie sił.
Zabraknie ci i dojść i wyjść.
I pryśnie mit, żeś wielki był.
Zwyczajny blichtr odsłoni dno,
poczujesz jak tnie losu miecz.
Więc proszę cię, nim przyjdzie to,
byś dbał o jedno rzecz…

Kiedy będzie już ciemno...

Tekst „Prośby przed snem” w takim właśnie kształcie został wyróżniony w kategorii piosenki kabaretowej na Ogólnopolskim otwartym konkursie na skecz, monolog, piosenkę kabaretową, Poznań 1978-1979. W nagraniu, którego dokonała Ania późną jesienią 1979 roku w Katowicach z orkiestrą i w aranżacji Jerzego Miliana, pominięto środkowe canto. Milian nie skorzystał także z instrumentacji autorstwa kompozytorki, która chciała, aby utwór przywoływał nieco klimat piosenek Hanki Ordonówny. Żeby było i słodko, i drapieżnie, i wytwornie. Ale nic z tego nie wyszło. Piosenka została zaaranżowana na sekcję dętą blaszaną, która od pierwszego taktu grzmi jak kopalniana orkiestra. Podkręcono też, nie wiedzieć czemu, tempo. Anka, chcąc nie chcąc, musiała sobie jakoś z tym poradzić. Oczywiście, że zaśpiewała z perfekcyjną jak zwykle intonacją i równie perfekcyjną dykcją. Wyglądała czarująco, ale czegoś tej piosence zabrakło. Pamiętam, że ani ona sama, ani Wanda, ani Jurek nie byli z efektu zadowoleni. Piosenka została wyemitowana w styczniu 1980 roku w programie „Noworoczne rytmy z Jerzym Milianem”. Teledysk można dzisiaj znaleźć na YouTubie. Można też zobaczyć, że Ani rzeczywiście dobrze było w białym, zwłaszcza gdy tańczyła w powiewnej jak mgiełka sukience. …
Z tą piękną suknią wiąże się moje bardzo osobiste wspomnienie... Pewnego dnia, podczas tamtych pamiętnych dla nas usteckich wakacji, rozmowa – jak to między paniami bywa – zeszła na tematy związane z modą, a dokładniej ze strojami estradowymi, których „pozyskiwanie” wtedy, trzydzieści lat temu, stanowiło nie lada problem. W Polsce nie było ani odpowiednich tkanin, nici, sztrasów i tym podobnych zdobin. Nie było też projektantów, stylistów, wizażystów, czyli całego sztabu ludzi, którzy zawodowo zajmują się wizerunkiem artysty. Nie mówiąc już o choreografach. Obowiązujący ruch sceniczny ograniczał się wszak do udeptywania kapusty, czyli kroczków profesora Bardiniego. Tamtego dnia zaczęłyśmy rozmawiać o ciuchach. Ania z uznaniem wyraziła się o moich letnich kreacjach. Powiedziałam, że je projektuję i szyję sama. Wtedy zapytała nieśmiało, czy mogłaby poprosić o przysługę, bo przywiozła z zagranicy włoską suknię, która jest bardzo przeźroczysta i czy nie uszyłabym do niej halki. No więc uszyłam. z cieniutkiego milanowskiego jedwabiu. Potem, wraz mą przyjaciółką Wandą z hrabiów Butlerów Janową Choynowską (w zaprojektowanych przez nią „miniówach” w biało-niebieskie paseczki biegała w latach sześćdziesiątych połowa polskich dziewczyn) szyłyśmy dla Ani stroje na występy w Stanach. Ale nigdy nie dowiedziałyśmy się, jak się tam sprawdziły.
Czego by nie powiedzieć o przaśności sztuki estradowej tamtych lat, w jednym trzeba oddać jej sprawiedliwość. Obowiązywał wtedy pewien nieprzekraczalny kanon zachowań. Nie do pomyślenia były obsceniczne wybryki, miotanie się półnago na scenie i obrzucanie publiczności wulgarnymi słowami...
Na scenie Ania zachowywała się jak dama. I Natalia – równie elegancka w obejściu, a także, w moim przekonaniu, najlepiej ubrana polska wokalistka – chyba to po niej odziedziczyła.
W tej białej sukni Ania wystąpiła także w teledysku nakręconym do piosenki „Ktoś między nami”. Ale jakże inna była tym razem! Włożyła w to wykonanie całe swoje ówczesne emocje.



Ktoś między nami

Słowa: Jerzy Dąbrowski

Muzyka: Antoni Kopff

Byłeś mym pragnieniem,
stałeś się cierpieniem.
Wszystko jest tak proste,
tak powinno zostać.
Słowa niepotrzebne,
im też smutno pewnie,
słowom naszym biednym.
Lepiej – nie mówmy nic.
Uwierz.



Ktoś,
może ty a może ja,
może tylko dola zła,
chce nam siebie odebrać.
Ktoś
ma dziś dla nas obcy wzrok,
naszą prawdę chce nam wziąć
i wierność
i wierność.
Ten ktoś,
nie wie o nas jeszcze nic,
że nam smutno, że nam wstyd,
choć się nie przyznajemy.
Ktoś,
kogo nie znasz ty i ja,
to co zabrał, może da,
nie wiemy,
nie wiemy.

Teraz mi najtrudniej,
teraz najokrutniej,
teraz żal przypływa,
byłam tak szczęśliwa.
Teraz czas zapomnieć,
teraz siądź koło mnie,
szepnij słowo dobre,
powiedz, że wierzysz w nas,
powiedz.

Ktoś,
może ty a może ja...

Proszę zwrócić uwagę na pierwsze canto. Napisany przez Jurka tekst był przeznaczony dla jednego tylko wykonawcy. W tym przypadku – wykonawczyni. To, by zaśpiewać tę piosenkę w duecie ze Zbigniewem Hołdysem zaproponowała sama Ania.
Słuchając dziś nagranych przez Anię utworów, można się zastanawiać, dlaczego – oprócz prawdziwych perełek, jak choćby piosenka Wandy Żukowskiej z tekstem Bogdana Olewicza „Tylko mnie poproś to tańca” – tak dużo jest rzeczy miałkich, ocierających się wręcz o kicz. Sądzę, że winne temu były rozmaite egoizmy i partykularyzmy branży, która z trudem dopuszczała autorów spoza „ścisłej egzekutywy”. Podobnie było z piosenką „Ktoś między nami”. Pierwszy tekst do świetnej zresztą kompozycji Antoniego Kopffa napisał autor „z klucza”.
Wiedzieliśmy, że Ania nagrywa w radiowym studio w Katowicach. Toteż gdy w środku nocy obudziło nas gwałtowne dzwonienie, mogliśmy spodziewać się wszystkiego, ale nie telefonu właśnie od niej. Zdesperowania Ania poprosiła, żeby Jurek uratował jej sesję nagraniową i napisał do rana nowe słowa, bo zaproponowany tekst jej się nie podoba. Nie zaśpiewa go, i basta.
Jurek nie potrafił Ani odmówić. Zawsze powtarzał, że wielki talent wymaga najkosztowniejszej oprawy. I że pisać dla niej powinno wiele osób, by z różnorodnej oferty mogła sama dobierać repertuar, najodpowiedniejszy do jej temperamentu, upodobań, skali i barwy głosu.
Ania zaśpiewała do słuchawki, Jurek spisał „rybę”. Zapytał, czy ma jakieś własne wyobrażenie o piosence, jakieś artystyczne sugestie. Miała. Jurek siadł więc do pisania i rankiem tekst był gotowy. Zadzwonił do Katowic, najpierw odśpiewał sam, potem w duecie z Anią. Tak powstała jedna z najpiękniejszych i zarazem najbardziej przejmujących piosenek nagranych przez Annę Jantar.
Mniej więcej dwa lata temu zadzwoniła do mnie Natalia, pytając, czy przypadkiem coś mi wiadomo o śpiewanej przez jej mamę piosence, którą odnalazła niedawno w radiowym archiwum. Utwór nosi tytuł „When you said yes”. Ku wielkiemu zaskoczeniu Natalii – ja coś wiedziałam. I to wcale nie przypadkiem.
„Jeżeli powiesz tak” to piękny boston, skomponowany i zaaranżowany przez Edwarda Dyląga. Tekst Jerzego Dąbrowskiego przełożył Bengt Scotland, dziennikarz i długoletni lektor redakcji angielskiej Polskiego Radia.

Jeżeli powiesz tak
słowa: Jerzy Dąbrowski
muzyka: Edward Dyląg

Już tyle dni, że nie pamiętam,
i takie puste moje dłonie,
a twój telefon wciąż zajęty,
a teraz nawet już nie dzwonię,
a teraz nawet już nie dzwonię.
Listonosz idzie znów po schodach,
więc jak odwagę mam zachować,
kiedy tak czekam na twe słowo,
jedno słowo,
jedno słowo.

Jeżeli tak, to wiedz, że trwam, że nie zmieniłam się.
Jeżeli tak, to domu mam wciąż fotografie twe.
Jeżeli tak, to pychę zdław i wyrzuć z serca gniew.
Jeżeli tak, to prawdzie wierz, tej jednej prawdzie wierz.

Jeżeli tak, to wróć do spraw, które największe są.
Jeżeli tak, to cały świat znów będzie tobą, będzie mną.
Jeżeli powiesz tak, to minie żal i strach.
Jeżeli tak,
jeżeli tylko tak!



A płyta sączy wciąż muzykę,
a ja wciąż szukam nowych lekarstw.
I dokąd uciec mam? do nikąd.
I co mam zrobić? Tylko czekać.
Listonosz przejdzie znów po schodach
i pusta skrzynka zakpi sobie.
Tak mi brakuje twego słowa,
tego słowa,
tego słowa…

Jeżeli tak...

„Jeżeli powiesz tak” nagrała pod koniec listopada ‘78 Danuta Morel, która w tym samym roku efektownie zadebiutowała podczas festiwalu w Opolu, śpiewając tam ekspresyjne tango „Zerwę z nim”, ze znakomitym tekstem Jurka i z muzyką Witka Gernanda. Jednak nastrojowy boston w interpretacji Morelówny okazał się niewypałem. Utwór ten nie należy bowiem do najłatwiejszych. Wymaga dużej skali głosu, ma trudne do śpiewania interwały, z czym Danka sobie nie radziła, a mówiąc po prostu – fałszowała. Ścieżka dźwiękowa z jej vocalem powędrowała do kosza, ale pozostał tak zwany podkład . Na pełny big band i... harfę, którą specjalnie na tę okazję wypożyczono z warszawskiej Filharmonii. Szkoda było tego nagrania, bo piosenka ładna, a i koszt tak bogatej instrumentacji niemały. Skład orkiestry liczył przecież, bagatela, kilkadziesiąt osób.
Jesienią roku 1979 Jurek zaproponował Ani, by przed wyjazdem do Stanów nagrała anglojęzyczną wersję „Jeżeli powiesz tak”. Bo taka piosenka do tańca – klasyczny przecież walc angielski! – może się w Ameryce przydać. Pomysł przypadł Ani do gustu. Tonacja, w której utwór został zinstrumentowany, na szczęście pasowała, więc weszła do studia i za pierwszym podejściem vocal był gotowy. dla Ani nie istniały bowiem żadne problemy techniczne. Dysponowała – podobnie zresztą jak Jurek – naturalnie ustawionym głosem o dużej skali i pięknej, ciepłej barwie. Mogła praktycznie śpiewać wszystko. Nawet repertuar klasyczny. I miała brzmiące piano, co w wokalistyce uchodzi za prawdziwy majstersztyk.
Ania zaśpiewała „When you said yes” – przepięknie! A polską wersję odłożyła na po powrocie do kraju. I taka jest historia owego tajemniczego nagrania, które po trzydziestu bez mała latach Natalia odnalazła w radiowej fonotece.
Kiedy zbierałam materiały do tego wspomnienia, w Jurka archiwum natknęłam się na dwa nigdy nie publikowane teksty „Głód uczuć” i „Graj”. Odręczne adnotacje męża na maszynopisach świadczą o tym, że były one przeznaczone dla Ani. do pierwszego muzykę mieli skomponować pianista Benon Matracki oraz Grzegorz Brudko, świetny bandżysta, założyciel dixielandowej grupy Asocjacja Hagaw, w której frontmanem był Andrzej Rosiewicz.



Głód uczuć

Za długo spokój trwał,
wiedziałam to.
Znów trzeba żegnać się,
gnać pod wiatr,
zatrzeć ślad.
Sądziłam, że mnie znasz,
a to był błąd.
Więc pora, pora iść,
który raz iść pod prąd.

To głód uczuć, głód uczuć,
proszę, zechciej zrozumieć.
Sprawy proste są ostre,
żyć inaczej nie umiem.
To głód uczuć, głód uczuć
przeszył senną godzinę.
Znowu pójdę się uczyć,
wybacz głupiej dziewczynie.

To głód uczuć, głód uczuć,
proszę, zechciej pamiętać.
Sprawy proste są ostre
i bolesne najczęściej.
To głód uczuć, głód uczuć
przeszył senną godzinę.
Znowu pójdę się uczyć,
wybacz głupiej dziewczynie.

Już nie ma czego kryć,
nie trzeba słów.
Bo odejść to nie wstyd,
większy wstyd
zostać tu.
Powiedzie się czy nie,
pokaże czas.
A teraz musze iść,
który raz iść pod wiatr.

To głód uczuć… .



Do archiwalnego maszynopisu jest dołączona kartka z rękopiśmienną wersją drugiego refrenu:

To głód uczuć, głód uczuć,
proszę, zechciej to pojąć.
Sprawy proste są ostre,
mam być obca, choć twoja?
To głód uczuć, głód uczuć
przeszył senną godzinę.
Choćbym chciała - nie wrócę!
Wybacz głupiej dziewczynie.

Od księdza profesora Andrzeja Witko, autora książki „Anna Jantar”, dowiedziałam się niedawno, że wśród papierów, które Ania pozostawiła po sobie, znajdował się także maszynopis „Głodu uczuć”.
Drugi ze wspomnianych wyżej tekstów, zatytułowany „Graj”, powędrował do Maćka Śniegockiego. Ale co on z nim zrobił, nie wiem. Maciek wkrótce po śmierci Ani wyemigrował do Kanady i kontakt się z nim urwał.

Graj

Nie wymagam od ciebie
gwiazdy srebrnej na niebie.
Nie nalegam, byś przyniósł
naszyjniki z bursztynu.
Nie chcę złota, diamentów,
tylko pamiętaj…

Graj!
O to jedno proszę, graj!
Cząstkę serca swego daj,
nie pytając, co nam da
nasza wspólna, piękna gra.
Graj!
O tęsknocie dla mnie graj.
O pieszczocie słodko graj.
Niech poczuję, że ta gra
jest miłością, która trwa.

Nie kazałam ci nosić
pukli moich warkoczy.
Nie żądałam ni razu
wypełniania rozkazów.
Nie chcę skarbów zaklętych,
tylko pamiętaj…

Graj!
O to jedno proszę, graj!...

Nie potrzebne mi słowa,
mnie nie musisz czarować.
Nie zachwyca mnie przepych,
który innych oślepia.
Nie chcę bogactw największych,
tylko pamiętaj…

Graj!
O to jedno proszę, graj!....



Pierwszym nagranym utworem – „Natrętny refren” przecież nie zaistniał – autorskiego tandemu Dąbrowski/Kukulski była piosenka „Pozwolił nam los”. Ania zaśpiewała ją w duecie z Bogusławem Mecem. Wtedy, 14 marca 1980 roku, kiedy na Okęciu rozbił się samolot, którym Ania wracała ze Stanów, piosenka królowała na liście przebojów radiowego Studia Gama.

Pozwolił nam los
Słowa: Jerzy Dąbrowski
Muzyka: Jarosław Kukulski

Tylko ciebie mam,
to miło, że tak jest.
Ktoś nie mógł być już sam,
do swego celu biegł.
Nie rozstaniemy się,
to najpiękniejsza z prawd,
więc uwierz sercu
gdy ci daje znak.

Jeszcze raz
pozwolił los
dwojgu ludziom spotkać się.
Łaskawy los to prawo dał
znaleźć się, zrozumieć się.
Miał sto innych dla nas szans,
lecz dał największą,
ufał nam.
Łaskawy los, szczęśliwy los.
Szczęśliwy los.

Lubię dłonie twe
i uśmiech i twój wzrok.
I co czujesz, wiem
i tak mnie wzrusza to.
Jest tyle ciepła w nas
i dobre chwile są,
a serca nasze
powtarzają wciąż...

Jeszcze raz pozwolił los...

Łaskawy, szczęśliwy los pozwolił Jurkowi spotkać się z Anią. Myślę, że choć ich spotkanie zaowocowało tylko pięcioma piosenkami, to dla obojga było bardzo ważne. Wiem, że Jurek i Ania snuli artystyczne plany na przyszłość. Jurek chciał specjalnie dla niej napisać musical. Marzył o recitalu swoich kabaretowych piosenek w jej wykonaniu. Los zadecydował inaczej...
Odeszła Ania. Odszedł Jurek. Ale ich wspólne piosenki pozostały. I dopóki będą one nas cieszyć i wzruszać, dopóty nie pozwolą nam o Ani i Jurku zapomnieć.

© Małgorzata Trzcińska-Dąbrowska, 2010
Tekst został opublikowany w booklecie „Anna Jantar. Wielka dama”(EMI Music Poland, 2010).